Walt Disney Studios rozsiadło się na tronie najlepszego dostarczyciela wrażeń dla dzieci i młodzieży. Gdyby nie twórcy, prawdopodobnie nigdy nie wybrałbym się na kolejny z remake’ów bajek z mojego dzieciństwa – “Księga Dżungli” już była, “Dumbo”, a także “Piękna i Bestia” też – teraz na warsztat wzięto specyficzne postacie Aladyna i księżniczki Dżasminy.

 

I wówczas naprawdę sporo bym stracił! “Aladyn” to nie kolejny odgrzewany kotlet, a prawdziwy, dwugodzinny rollercoaster czerpiący garściami z tradycji Bollywood. Twórcy wzięli pod uwagę, że sama tytułowa postać i jej miejsce zamieszkania otwiera ogromne drzwi skierowane do nowego odbiorcy. Z ekranu co chwilę atakuje nas prawdziwa feeria barw, którą podziwiamy przy okazji pościgów, scen akcji czy jako tło do piosenek, będących znaczną częścią najnowszego dzieła Walt Disney Studios. Te są niejakim pomostem pomiędzy animacją z 1992 roku, a teraźniejszością, bo w zdecydowanej większości są po prostu odrestaurowaną, aktualną wersją znanych z kreskówki przebojów.

Wyszło to zadziwiająco dobrze, nie sposób też przyczepić się do gry aktorskiej. Mena Massoud jest pewnym siebie złodziejem i niepewnym księciem, Naomi Scott świetnie prezentuje się w roli pięknej, acz traktowanej z góry i zamykanej przed zewnętrznym światem księżniczki, a wisienką na torcie jest kreacja Willa Smitha jako dżinna i choćby, by zobaczyć, jak niebieski duch rapuje i po raz pierwszy w trwającym 10 tysięcy lat życiu nawiązuje przyjaźń, warto obejrzeć ten film.

Rzecz jasna, “Aladyn” skierowany jest do dzieci i młodzieży i dostosowane do tego są humor, a także przebieg zdarzeń. Ale czy to źle? Nawet będąc dorosłym, warto obejrzeć produkcję nastrajającą tak pozytywnie i uwierzyć, że dobro zawsze ostatecznie będzie górą.

Polecamy także inne artykuły z naszego działu Film:

Wiemy, kto będzie czarnym charakterem w nowym Bondzie!

Autor artykułu

Paweł Paczocha

Wszystkie wpisy autora