Banksy, jeden z najpopularniejszych, a zarazem najbardziej tajemniczy artysta żyjący we współczesnym świecie nie dostał zaproszenia na 58. Międzynarodową Wystawę Sztuki – La Biennale di Venezia. Jednak mimo to postanowił pokazać swoje niosące przesłanie prace.

 

Tożsamości Banksy’ego, artysty, graficiarza, który na całym świecie zostawia nawiązujące do problemów politycznych czy zanieczyszczenia kuli ziemskiej grafiki, nadal nie jest znana. Niektórzy są pewni, że za pracami stoi Robert Del Naja, założyciel Massive Attack, jednak informacje te nadal noszą miano poszlak, a nie twardych dowodów.

W ostatnich miesiącach artysta skupił uwagę całego świata zniszczeniem swojego dzieła “Dziewczyna z balonem”. W trakcie aukcji ciężka rama obrazu, nagle zaczęła niszczyć płótno. Co się okazało? Banksy umieścił w niej niszczarkę. Co ciekawe, wartość do połowy pociętej grafiki zamiast zmaleć, wzrosła. Później garficiarz pozostawił świąteczny mural z antysmogowym przesłaniem. Co teraz?

Po raz kolejny Banksy nie został zaproszony na prestiżowe Biennale Sztuki w Wenecji. Jednak tym razem postanowił zamanifestować na nim swoją obecność. W jaki sposób?

Tajemniczy artysta lub jego wysłannik w przebraniu ulicznego malarza zaczął rozwieszać swoje obrazy na stoisku. Jego dziewięć zawieszonych obok siebie prac układa się w wielki statek wycieczkowy. Dokładnie taki, który możecie zobaczyć w Wenecji. Kompozycja została dwuznacznie zatytułowana “Venice in oil”, co w przypadku Banksy’ego nawiązuje do “Wenecji w ropie”, a nie do użycia olejnych farb. Po chwili do malarza podeszła policja i poprosiła o zmianę miejsca wystawiania sztuki ze względu na brak niezbędnego pozwolenia…

Całość została udokumentowana na nagraniu, które artysta podpisał w następujący sposób:

“Moje stoisko na Biennale w Wenecji. Mimo że jest to największe i najbardziej prestiżowe wydarzenie w świecie kultury, z jakiegoś powodu nigdy nie zostałem na nie zaproszony”.

 

Polecamy także inne artykuły z naszego działu Lifestyle:

Kaufland wprowadza burgery z robaków

Autor artykułu

Magdalena Miler

Wszystkie wpisy autora