Po wtorkowym awansie zawodnicy Liverpoolu rozsiedli się w środę na kanapach, by sprawdzić z kim zmierzą się w wielkim finale. Faworytem pozostawał Ajax, który na wyjeździe zdołał wygrać 1:0.

 

Dodatkowo mecz zaczął się idealnie dla Synów Bogów. W czwartej minucie po rzucie rożnym De Ligt świetnie urwał się Trippierowi, przeskoczył Dele Alliego i wyprowadził gospodarzy na prowadzenie. Tottenham nie wyglądał jednak na tak przerażonych jak przez większość meczu u siebie; w chwilę po utraconym golu wracający po zawieszeniu Son uderzył w słupek bramki Onany. W kolejnych minutach Koreańczyk jeszcze raz spróbował swoich sił, ale jego strzał bez problemu wybronił Kameruńczyk. Gospodarze przebudzili się dopiero na ostatni kwadrans pierwszej połowy. Najpierw Tadić posłał piłkę tuż obok słupka Llorisa, a kilka minut później w polu karnym oddał piłkę do Ziyecha, który pięknym uderzeniem podwoił prowadzenie Joden.

Wydawało się, że Spurs potrzebują cudu, by zdobyć trzy gole i zameldować się w finale. Nie takie rzeczy widzieliśmy już jednak w tej edycji Ligi Mistrzów, a idąc dalej tym tropem, Lucas w drugiej odsłonie zrobił dokładnie to, co dzień wcześniej na Anfield stało się udziałem Wijanlduma. Brazylijczyk w ciągu kilku minut zdobył dwa gole i wlał nadzieję w serca swoich kibiców. Najpierw wykorzystał podanie Alliego, wygrał pojedynek szybkościowy z Schoene i płaskim strzałem pokonał Onanę, ale prawdziwy pokaz wirtuozerii dał przy swoim kolejnym trafieniu. Odnalazł się najlepiej w zamieszaniu w polu karnym, po czym mając metr miejsca dał sobie radę z trzema zawodnikami Ajaksu, odwrócił się i po raz drugi zmusił Kameruńczyka do wyciągnięcia piłki z siatki.

Od tej chwili to Spurs całkowicie kontrolowali grę. W pomocy rządził i dzielił silny Sissoko, a świetny mecz zagrał wyśmiewany dotychczas Llorente, bo Pochettino potrafił wykorzystać jego niedoskonałości. Zamiast na siłę robić z niego specjalistę od tzw. małej gry nakazał mu przetrzymywać piłkę i zyskiwać czas dla kolegów, po czym szybko odgrywać, w czym Hiszpan czuł się świetnie. Podopieczni ten Haga odstawali fizycznie i w ciągu ostatnich minut skupili się jedynie na grze na czas. Jak bardzo się to nie opłacało przekonali się dopiero w ostatniej minucie doliczonego czasu gry.

 

Kolejną wysoką piłkę zdołał strącić Llorente, Alli błyskawicznie znalazł Lucasa, a ten skompletował hat-tricka dzięki któremu wprowadził Tottenham do finału. Najwięcej żalu kibice Ajaksu mogą mieć do Ziyecha, który przy okazji rzadkich kontr Synów Bogów zmarnował dwie świetne sytuacje, raz uderzając w słupek, a raz tuż obok niego. Spurs, nie wydając ani funta na zakup nowych graczy od 1,5 roku, przeciskając się runda po rundzie, meldują się w pierwszym w swojej historii finale Ligi Mistrzów po trzech golach zawodnika, którego wypchnął z PSG Unai Emery, aktualnie trener największych wrogów Kogutów, czyli Arsenalu. Ten mecz pokazał, jak wielkim szkoleniowcem jest Pochettino i że Ajaksowi, przy całej sympatii, zabrakło doświadczenia. Tak czy inaczej, o podopiecznych ten Haga będziemy pamiętać latami.

Statystyki:

Ajax 2:3 Tottenham

43% – Posiadanie piłki – 57%

16 – Sytuacje bramkowe – 24

4 – Strzały na bramkę – 7

5 – Strzały niecelne – 10

13 – Rzuty wolne – 15

6 – Rzuty rożne – 9

2 – Spalone – 1

4 – Interwencje bramkarzy – 2

13 – Faule – 12

3 – Żółte kartki – 2

0 – Czerwone kartki – 0

Polecamy także inne artykuły z naszego działu Sport:

Cud na Anfield – Liverpool w wielkim stylu odrabia straty i awansuje do drugiego z rzędu finału Ligi Mistrzów

Autor artykułu

Paweł Paczocha

Wszystkie wpisy autora