W ostatnich kolejkach żaden z czterech zespołów zamieszanych w walkę o przyszłoroczną grę w Lidze Mistrzów, mówiąc delikatnie, nie grzeszył formą. Tottenham na trzy ostatnie spotkania przegrał dwa, Arsenal poległ kolejno z Leicester, Wolverhampton i Crystal Palace, a w dwóch kolejkach poprzedzających niedzielne bezpośrednie starcie Chelsea i Manchester United zdobyły łącznie jedno oczko – The Blues udało się zremisować z Burnley po porażce z Liverpoolem, a Czerwone diabły nie dały rady w derbach liderom z niebieskiej części Manchesteru, a wcześniej dostały srogą lekcję futbolu od chimerycznego na co dzień Evertonu. Wszystko to sprawiało, że ewentualne zwycięstwo w niedzielnym klasyku miałoby ogromne znaczenie w kontekście walki o europejskie puchary.

 

Solskjaer desygnował do gry zaskakującą jedenastkę, w której znalazło się miejsce dla wracających do składu Bailly’ego, Maticia, Herrery i Maty, a także postawił na duet napastników: Lukaku-Rashford. W pierwszej połowie ten eksperymentalny skład zdecydowanie zdawał egzamin, bo to Czerwone diabły dyktowały rytm i szybko objęły prowadzenie za sprawą byłego gracza Chelsea, Juana Maty. Wszystko zaczęło się od niezwykle aktywnego od początku spotkania Shawa, który podał krótko do Pogby i wbiegł w pole karne. Francuz oddał futbolówkę do Lukaku, a Belg przepiękną podcinką znalazł w szesnastce angielskiego obrońcę, a ten zagrał wzdłuż bramki do Maty, który słabszą, prawą nogą wyprowadził gospodarzy na zasłużone prowadzenie.

W kolejnych minutach podopieczni Solskjaera starali się podwoić swój dorobek, czego najbliżej był Bailly, jednak główka Iworyjczyka po rzucie rożnym nieznacznie minęła bramkę. The Blues nie mieli żadnego pomysłu na przedostanie się pod bramkę przeciwników, co zaowocowało strzałem z dużego dystansu w wykonaniu Ruedigera. Uderzenie było dość mocne, ale taki specjalista jak De Gea nie powinien mieć problemów z wyegzekwowaniem go poza boisko. Niestety dla fanów Czerwonych diabłów, Hiszpan potwierdził, że znajduje się w sporym dołku i po jego interwencji piłka spadła prosto pod nogi wybiegającego Alonso, który doprowadził do wyrównania.

Oczywiście, należy wspomnieć, że lewy obrońca Chelsea uciekł Herrerze, ale główna wina spoczywa na golkiperze gospodarzy – strzały w środek bramki z takiej odległości nie mogą w jego przypadku prowadzić do utraty tak ważnego gola. Druga połowa nie dostarczyła już tylu emocji, a najlepszą okazję zepsuł w siódmej minucie doliczonego czasu gry Higuain, który uderzył prosto w De Geę. Wynik 1:1 oznacza, że Chelsea, pomimo kiepskiej gry, jest bardzo blisko wymarzonego czwartego miejsca i na dwie kolejki przed końcem ma dwa oczka przewagi nad Arsenalem i trzy nad Manchesterem United. Podopieczni Solskjaera mogą za to powoli przestać marzyć o Lidze Mistrzów, bo owa strata jest już raczej nie do nadrobienia.

 

Statystyki:

Manchester United 1:1 Chelsea

52% – Posiadanie piłki – 48%

7 – Sytuacje bramkowe – 16

5 – Strzały na bramkę – 3

2 – Strzały niecelne – 7

19 – Rzuty wolne – 14

6 – Rzuty rożne – 6

5 – Spalone – 5

2 – Interwencje bramkarzy – 4

9 – Faule – 14

3 – Żółte kartki – 2

0 – Czerwone kartki – 0

Polecamy także inne artykuły z naszego działu Sport:

Valencia pokonuje Real Madryt i odnotowuje ważne trzy punkty w walce o miejsce gwarantujące Ligę Mistrzów

Autor artykułu

Paweł Paczocha

Wszystkie wpisy autora