Choć słyszy się to niemal co sezon, to naprawdę ciężko mi przypomnieć sobie równie pasjonującą edycję Ligi Mistrzów. Real i Bayern odpadający już w 1/8 finału, PSG tracące miejsce w ćwierćfinale dzięki interwencji VAR-u, dominacja Ajaksu w Turynie, czy szalony rewanż pomiędzy Manchesterem City i Tottenhamem – jest w czym wybierać. Kto jednak przed sezonem stawiał na takie grono półfinalistów, temu konia z rzędem. Barcelona z krytykowanym za pragmatyzm Valverde, która nie potrafiła przez trzy sezonu z rzędu pokonać bariery ćwierćfinału, Liverpool, mający w tym sezonie skupić się na Premier League, Tottenham, czyli jedyna ze wszystkich profesjonalnych drużyn w Anglii nie kupująca żadnego zawodnika w letnim oknie transferowym i Ajax, walczący w Lidze Mistrzów od pierwszej rundy eliminacyjnej.

 

Co ważniejsze, bo mimo wszystko obecność w takim gronie Barcelony i Liverpoolu nie jest wielkim zaskoczeniem, drabinka ułożona jest w ten sposób, że w finale może znaleźć się ktoś z duetu Tottenham-Ajax, a to już samo w sobie można nazwać ogromną niespodzianką. Kto z tego pojedynku wyjdzie zwycięsko? Może piszę to sercem, a nie rozumiem, ale mocno stawiam na Holendrów. Ta drużyna po prostu nie kalkuluje, niezależnie od tego, z kim się mierzy, a trzeba przyznać, że w tym sezonie potykała się już z prawdziwie wielkimi markami, które rok w rok stawiają do swych gablot kolejne trofea, czego nie można powiedzieć o Tottenhamie.

Gra amsterdamczyków to prawdziwy pokaz futbolu totalnego, gdzie środkowy obrońca może w sekundę zmienić się w skrzydłowego i dogrywać nominalnemu pomocnikowi znajdującemu się akurat na szpicy. To także polot, agresja i zdrowa, boiskowa bezczelność. Oczywiście, Tottenham pokazał już, że potrafi mierzyć się z gwiazdozbiorami i wykorzystywać najmniejsze błędy rywali, ale w ich grze coraz bardziej widać zmęczenie związane z krótką ławką i regularnie powracającym problemie z kontuzjami.

A skoro o nich mowa, w półfinale nie zobaczymy też kapitana i najlepszego strzelca Kogutów, czyli Harry’ego Kane’a i choć można zauważyć, że na absencji Anglika korzystają Son i Lucas, to możliwe, że jednoczesna walka w Premier League może nie pozwolić na grę w pełnym komforcie fizycznym. A grający morderczym pressingiem Holendrzy powinni to z łatwością wykorzystać. Dodatkowym smaczkiem tego dwumeczu jest fakt, że w ekipie Kogutów znajduje się aż czterech byłych zawodników Ajaksu – Alderweireld, Vertonghen, Sanchez i Eriksen.

 

Co czeka nas w drugim, jeszcze bardziej pasjonującym półfinale? Tego nie wiedzą nawet najstarsi górale. Obie ekipy czują się świetnie na swoich stadionach – Barcelona nie przegrała na Camp Nou od listopadowego starcia ligowego, natomiast w Champions League jej stadion pozostaje niezdobyty od 2013 roku, a na Anfield ostatnio wygrała Chelsea w ramach Carabao Cup we wrześniu. Dodatkowo charakterystyczne dla obu zespołów są formacje atakujące tworzone przez największe światowe gwiazdy, a także linie defensywne dowodzone przez wprawnych generałów: van Dijka i Pique. Cóż zatem zadecyduje?

Barcelona jest w o tyle korzystniejszej sytuacji, że do spotkania z Anglikami może już zagwarantować sobie mistrzostwo kraju, a Ernesto Valverde nie będzie zobligowany do desygnowania podstawowych zawodników w LaLidze. W Liverpoolu natomiast wciąż największym marzeniem pozostaje puchar Premier League, którego jeszcze nie widziano na Anfield. The Reds będą musieli zmierzyć się w tych rozgrywkach z gniewem graczy Manchesteru City, którzy dzięki obronieniu tego trofeum udowodnią, że ich odpadnięcie z Ligi Mistrzów było tylko wypadkiem przy pracy i że znajdują się w gronie elitarnych europejskich zespołów.

 

Czy ewentualna redukcja zmęczenia okaże się kluczowa w tak ważnym momencie sezonu jak półfinał Ligi Mistrzów? To się okaże, wydaje się jednak, że jeśli Pique będzie rozsądnie dyrygował linią defensywną swojej drużyny, a Messi i spółka zadbają o zdobycie dwubramkowej przewagi, górą z tego starcia wyjdzie Barcelona. Jeśli jednak Liverpool wywiezie ze stolicy Katalonii korzystny rezultat, wszystko pozostanie w ich rękach.

Polecamy także inne artykuły z naszego działu Sport:

Demolka w hicie Ekstraklasy – analiza spotkania Wisły z Legią

Autor artykułu

Paweł Paczocha

Wszystkie wpisy autora