“Chilling Adventures of Sabirna” był jednym z głośniejszych, choć nie najlepszych, seriali zeszłego roku. Przywrócenie na ekrany bohaterki sitcomu z lat 90. i nadanie jej mrocznej otoczki przyciągnęło widzów przed telewizory, a ilość wrzuconych na Instagram kadrów z serialu mogłaby świadczyć o jego sukcesie. Jak wgląda sytuacja z kolejną częścią produkcji?

 

Nowa Sabrina stworzona przez Roberto Aguirre-Sacasa to typowy “guilty pleasure”. Serial zachwycał stylistyką, kolorami, zabawnymi odwołaniami do popkultury i feministycznymi działaniami głównej bohaterki, niestety momentami mocno zwiewał nudą i zniechęcał płytką fabułą. Jednak jakby nie było, pierwszy sezon oglądało się z przyjemnością.

Niestety tego samego nie można powiedzieć o drugiej części. Wszystkie irytujące sytuacje z poprzednich odcinków jak brak ciągu logicznego, napięcia, głębszych akcji przybrały na sile i to na tyle, że pierwsze pięć odcinków oglądało się naprawdę ciężko. “Ciężko” w tym przypadku oznacza przerywanie w połowie i wrócenie do seansu na drugi dzień.

Później było już tylko lepiej i to na tyle, żeby zaszaleć w ciągu tygodnia i oglądać nieco dłużej niż wskazywałby na to rozsadek, ale wciąż nie na tyle dobrze, by stwierdzić, że “Chilling Adventures of Sabrina” to coś więcej niż ładnie ubrane – wybaczcie – pierdoły. Choć scenografia jest naprawdę magiczna i to ona jest najmocniejszym punktem serialu, nie nadrabia scenariusza, który przypomina wypracowanie z podstawówki. Mamy jakąś fabułę, ale nie mam napięcia i generalnie sensu również, zwłaszcza, gdy przychodzi wyjaśnić ważne kwestie i rozwiązać zagadki.

Kolejna sprawa, mimo że najczęściej powtarzającym się zarzutem pod adresem pierwszego sezonu był brak gadającego Salema i scen z kocurem, który w “Sabrinie, nastoletniej czarownicy” zrobił furorę, ani twórca serialu, ani aktorzy nie zdecydowali się dać futrzakowi cokolwiek do roboty. Oczywiście, Kiernan Shipka, odtwórczyni głównej roli, ma alergię na koty, ale czy naprawdę nie ma wyjścia z tej sytuacji?

 

Plus za pielęgnowanie feministycznych działań oraz dochodzenie do głosu ruchu LBGTQ, ale wciąż to za mało, żeby dać Sabrinie miano czegoś więcej niż słabego “guilty pleasure”. Niestety 2. sezon względem swojego poprzednika zaliczył mocny spadek, na szczęście nie jest on na tyle bolesny, żebym nie dała szansy temu trzeciemu, który już został zamówiony.

Polecamy także inne artykuły z naszego działu Film:

Film „Przedszkolanka” zaskakuje

Autor artykułu

Magdalena Miler

Wszystkie wpisy autora