Pomimo heroicznych zwycięstw, które odniosły w poprzedniej rundzie drużyny Manchesteru United i Ajaksu, ciężko byłoby znaleźć kogoś, kto uznałby którąkolwiek z nich za faworyta w ćwierćfinale. Czerwone Diabły trafiły na rozpędzonego mistrza Hiszpanii, który stał się zdecydowanie bardziej pragmatyczny od zeszłorocznego blamażu przeciwko Romie, a amsterdamczykom na drodze stanęła ekipa zdolna do wygrania mistrzostwa swojego kraju już w najbliższy weekend, czyli Juventus.

 

Na Old Trafford od pierwszych minut zobaczyliśmy dominację Barcelony, która dążyła do szybkiego zdobycia gola. Udało jej się to już w dwunastej minucie, gdy Busquets świetnym podaniem uruchomił Messiego. Argentyńczyk w sobie tylko znany sposób dostrzegł po drugiej stronie pola karnego Suareza i posłał mu wysoką piłkę. Urugwajczyk bez zastanowienia uderzył głową, a futbolówka, odbita jeszcze od pleców Shawa, zatrzepotała w siatce. Z początku sędzia liniowy nie uznał gola, bo uważał, że napastnik Barcelony znajdował się na pozycji spalonej, ale po konsultacji z VAR-em wątpliwości co do tego zostały rozwiane i Duma Katalonii wyszła na prowadzenie po trafieniu samobójczym.

Przed kadencją Valverde zawodnicy z Camp Nou dążyliby zapewne do zdobycia kolejnych kilku goli, ale pamiętający zeszłoroczny blamaż baskijski trener stworzył ekipę dużo bardziej pragmatyczną, doceniającą wyjazdowe zwycięstwo na takim obiekcie jak Old Trafford. Oczywiście Barcelona nie broniła się przez resztę spotkania, ale zminimalizowała szanse na największą broń Manchesteru United, czyli szybkie kontry. Kwartet defensorów bez większych problemów radził sobie z ofensywnymi zawodnikami Czerwonych Diabłów, mimo że kiepsko tego dnia dysponowany Busquets regularnie stwarzał swym kolegom problemy.

Po stronie gospodarzy należy wyróżnić wszystkich zawodników odpowiedzialnych za defensywę, bo poza jedną sytuacją Coutinho z pierwszej i uderzeniem w boczną siatkę Suareza z drugiej połowy, Katalończycy nie stworzyli sobie więcej stuprocentowych sytuacji. W rozbijaniu ataków rywali brylował często wyśmiewany na Old Trafford McTominay, który bez kompleksów wszedł w buty kontuzjowanego Maticia. Valverde rozpracował jednak swych rywali, zamykając ich najgroźniejszą, lewą stronę, szybkim Semedo wspieranym przez Rakiticia i zdobywając arcyważne wyjazdowe zwycięstwo. Gracze Manchesteru United pokazali już w poprzedniej rundzie, że nie wolno ich lekceważyć nawet pomimo niekorzystnego dla nich wyniku z pierwszego spotkania.

 

Grający bez kompleksów Ajax, który w zeszły weekend jako pierwszy zespół w Europie dobił do 100 zdobytych ligowych goli, podejmował u siebie Juventus. Tak jak w poprzedniej rundzie, podopieczni trenera Ten Haga od pierwszych minut rzucili się na faworyzowanych rywali, grając piękną, można by rzec romantyczną, odmianę piłki nożnej, zbudowaną na wysokim pressingu, szybkich podaniach w trójkątach i błyskawicznych atakach. Tuż po rozpoczęciu spotkania dwukrotnie na bramkę Szczęsnego uderzał Ziyech, a Tadić bawił się w polu karnym Starej Damy robiąc ruletkę. Doszło też do kontrowersji po drugiej tronie boiska, gdy van de Beek trafił łokciem Cancelo – arbiter nie zdecydował się jednak na podyktowanie rzutu karnego.

Tak odważny styl gry ma jednak swoje mankamenty, które widać najbardziej, gdy szwankuje wykończenie. Ajax przed przerwą wykreował sobie co najmniej kilka świetnych sytuacji, których nie zdołał jednak wykorzystać. Juventusowi natomiast wystarczyła jedna. Tuż przed przerwą Ronaldo rozciągnął podanie na skrzydło, do Cancelo, po czym wbiegł w martwą strefę w polu karnym. Jego rodak idealnie wrzucił mu na głowę, a ten, nieniepokojony przez nikogo wykonał wyrok na Onanie i wyprowadził Starą Damę na prowadzenie. Ajax jednak pokazał, że nie znalazł się w gronie najlepszych ośmiu drużyn w Europie przez przypadek. Tuż po zmianie stron Neres odebrał piłkę jednemu z bohaterów Juventusu, Cancelo, po czym popędził skrzydłem i uderzeniem po długim słupku nie dał szans Szczęsnemu.

W kolejnych minutach amsterdamczycy nie zmienili swego nastawienia i zagrażali polskiemu golkiperowi raz za razem, ale nie zdołali więcej razy go pokonać. Juventus przebudził się dopiero po wejściu rekonwalescenta, Douglasa Costy, który kilkukrotnie urwał się skrzydłem, popisał się sztuczkami technicznymi i oddał uderzenie w słupek. Oczywiście, w rewanżu faworytem będzie Juventus, zwłaszcza, że do jego linii defensywnej prawdopodobnie wróci największa opoka, czyli nieobecny w Amsterdamie Giorgio Chiellini, ale nawet jeśli Ajax nie zdoła awansować, to mnie, jako fana romantycznego futbolu, po prostu kupił. To fantastyczna drużyna, pełna młodocianej energii uzdolnionych technicznie i świadomych taktycznie zawodników, którzy w najbliższych latach podbiją Europę w topowych zespołach.

 

Polecamy także inne artykuły z naszego działu Sport:

Gospodarze ze zwycięstwami – podsumowanie wtorkowych ćwierćfinałów w Lidze Mistrzów

Autor artykułu

Paweł Paczocha

Wszystkie wpisy autora