Rozpoczyna się czas w sezonie, który tygrysy lubią najbardziej. W najważniejszych klubowych rozgrywkach pozostała już tylko elitarna ósemka zespołów, które powalczą o miejsce w półfinale. Która para wydaje się najciekawsza?

 

Ajax Amsterdam – Juventus

Tak, to ta para wydaje mi się być najmniej oczywista. Juventus preferuje bardzo bezpośredni futbol oparty na mocno zwartych liniach obrony i pomocy. Oznacza to, że Starej Damie najłatwiej zagrozić prezentując futbol totalny i każąc zmieniać Allegriemu plan w trakcie gry. Sprawia to, że najbardziej niewygodnym rywalem dla Włochów wydawał się Manchester City albo Ajax. O ile jednak Obywatele od lat mają problem z nałożonymi nań oczekiwaniami związanymi z ogromnymi kwotami inwestowanymi w klub i osobą Pepa Guardioli, tak Ajax nie musi nikomu nic udowadniać. Zawodnicy trenera  Ten Haga, wyrzucając za burtę takich gigantów jak Juventus wpisaliby się do historii swojego klubu.

Dodatkowo, niebezpodstawnie kibice klubu z Turynu obawiają się Holendrów z jeszcze jednego powodu – gdyby ich ulubieńcy wylosowali Barcelonę lub Liverpool, nie byłoby mowy o lekceważeniu rywala, tymczasem zawodnicy z Johan Cruijff Arena, pomimo wyrzucenia za burtę Ligi Mistrzów Realu Madryt, wciąż pozostają teoretycznie jedną z najsłabszych ekip w stawce – nie oznacza to jednak, że nie mogą skrzywdzić giganta z Turynu. Mimo tego Włosi pozostają, rzecz jasna, faworytami pojedynku, do którego będą musieli podejść jednak z większym zaangażowaniem niż do pierwszego meczu z Atletico.

Liverpool – Porto

 

Ciężko tu spodziewać się większej niespodzianki. Choć Anglicy w ostatnich tygodniach stracili bezpieczną przewagę w lidze, a ich wymarzone trofeum nieco się od nich oddaliło na korzyść Manchesteru City, wydaje się, że nie powinni mieć problemu z portugalskimi Smokami. Gra Porto w tym sezonie opiera się na fenomenalnej, szczelnej defensywie, czego dobitnym przykładem jest ogłoszenie niedawnego transferu filaru tej linii, Edera Militao, do Realu – Brazylijczyk zasili szeregi Królewskich w lecie, a kwota odstępnego wyniesie 50 milionów euro. W Lidze Mistrzów Portugalczycy przeszli przez fazę grupową jak burza, tracąc punkty zaledwie raz, w wyniku remisu z Schalke w pierwszej kolejce.

Następnie Smoki wygrały kolejne sześć spotkań, a w 1/8 finału rozprawili się z Romą po dogrywce. Trzeba jednak pamiętać, że żaden z zespołów, z którymi się mierzyli, nie jest zbliżony poziomem do Liverpoolu z tego sezonu. Starcie z tercetem Mane-Firmino-Salah będzie prawdziwym testem dla defensywy Portugalczyków, a trzeba pamiętać, że poza tym wybitnym atakiem, The Reds dysponują w tym sezonie bardzo stabilną linią obrony, dowodzoną przez Virgila van Dijka. Nie spodziewam się goleady, ale Anglicy nie powinni mieć większego problemu z zapewnieniem sobie awansu, nawet pomimo tego, że pierwszy mecz grają u siebie.

Tottenham – Manchester City           

             

Ta para może okazać się ciekawsza, niż się wydaje. Choć ostatnio w kraju Obywatele są poza zasięgiem jakiegokolwiek zespołu, a październikowe starcie pomiędzy nimi a Tottenhamem, pomimo skromnego wyniku 1:0 było prawdziwym pokazem dominacji, istnieje kilka czynników, które przemawiają za Kogutami. Po pierwsze, mecz, który odbędzie się 9 kwietnia, będzie drugim, jaki podopieczni Pochettino zagrają wreszcie na swoim nowym stadionie, co może okazać się dodatkowym bodźcem motywującym. Po drugie, u Manchesteru City od lat widać pewną tremę w Lidze Mistrzów. Nawet niedawna demolka w starciu z Schalke nie zakryje męczarni Obywateli z pierwszego starcia z Niemcami, w którym odwrócili wynik w ostatnich minutach.

Nawet w grupie Anglikom szło jak po grudzie; przegrywali w niej bowiem z Olympique Lyon albo męczyli się do samego końca z Hoffenheim. Rok temu, gdy szturmem brali Premier League, też mieli bez problemów pokonać w ćwierćfinale Liverpool. Jak to się skończyło, wszyscy pamiętamy. Tottenham natomiast latami zbiera doświadczenie w Lidze Mistrzów, a w tym sezonie to wyraźnie procentuje. W grze Kogutów widać wielką dojrzałość, najpierw w grupie, gdzie w kluczowym spotkaniu wyrzucili za burtę bezpośrednich rywali z Mediolanu, czy już w fazie pucharowej, w której odprawili z kwitkiem rozpędzoną Borussię. Faworytami pozostaje Manchester City, ale ich awans może rodzić się w wielkich bólach. Chyba, że swój dzień będzie miał duet Sterling-Aguero, a kolejnym kiksem popisze się Lloris. Pierwsze starcie, na świeżutkim Tottenham Hotspur Stadium wydaje mi się kluczowy.

Barcelona – Manchester United

 

Nie będzie zaskoczeniem stwierdzenie, że faworytem w tym pojedynku jest Barcelona. Ernesto Valverde wyciągnął wnioski z zeszłorocznego blamażu z Romą i w grze Katalończyków w Lidze Mistrzów widać ogromne skoncentrowanie i głód. Pierwsze, zremisowane bezbramkowo spotkanie w 1/8 finału przeciwko Olympique Lyon zbiegło się w czasie ze zniżką formy klubu z Camp Nou, który jednak szybko zażegnali. Od niego pokonali dwukrotnie Real Madryt, znaleźli się w finale Pucharu Hiszpanii, zdemolowali w rewanżu Francuzów wynikiem 5:1, a w lidze mają spokojną, dziesięciopunktową przewagę. W czym szukać nadziei powinni kibice Manchesteru United? Na pewno w Solskajerze, który już raz udowodnił, że niemożliwe dla najbardziej utytułowanego klubu w Anglii nie istnieje.

Czerwone Diabły, pomimo bardzo przeciętnego w ich wykonaniu dwumeczu, wyrzucili za burtę jednych z faworytów do ostatecznego triumfu, PSG. Ponadto, jeszcze gdy za sterami klubu z Old Trafford stał Mourinho, Anglicy zdołali przełamać opór i dominację Juventusu, zwyciężając ze Starą Damą w grupie. Manchester United potrafi wygrywać, nawet nie przeważając nad rywalem. A to, że Barcelona będzie się starała dominować od pierwszych minut nie podlega dyskusji. I pomimo wielkiego hartu ducha Anglików, wydaje się być faworytem do awansu.

Polecamy także inne artykuły z naszego działu Sport:

Arsenal pokonuje nieskuteczne Czerwone Diabły i obejmuje prowadzenie w walce o top 4

Autor artykułu

Paweł Paczocha

Wszystkie wpisy autora