W piątek, 15 marca, do rzeszowskiego klubu Vinyl, po kilku miesiącach przerwy, ponownie zawitał Kękę. Jak tym razem wypadł “Cesarz” z Radomia? Zapoznajcie się z naszą relacją!

 

Kękę to jeden z najbardziej cenionych polskich raperów. Potwierdza to fakt, iż bez względu na częstotliwość, z jaką pojawia się w Rzeszowie, koncert zawsze jest wyprzedany sporo przed planowaną datą koncertu – tak było i tym razem.

 

15 marca Kękę po raz kolejny zawitał w rzeszowskim Vinylu. Piątkowy koncert rozpoczął się po godzinie 20 występem supportów. Około 22 klub zawrzał, na scenie pojawił się Kękę, jak zwykle pewny siebie, pełen dystansu, poczucia humoru i ironii. Mimo, że koncert promował najnowszy krążek “To Tu”, raper z Radomia zaserwował fanom mix utworów. Występ rozpoczął się od “Rutyny”, pojawił się również najnowszy utwór “Safari”, promujący nadchodzącą płytę “Mr. Kękę” – mimo, że kawałek jest stosunkowo świeży, przybyła publiczność doskonale znała jego tekst, wtórując raperowi w wykonaniu. Rzecz jasna podczas koncertu nie mogło zabraknąć kultowych już numerów, jak “Miłość”, “Presja”, “Młody Polak”, “Wyjebane”, czy “Zmysły”, przed wykonaniem których, jak zawsze padł żart ze strony Kękę, który tym razem stwierdził, że wystarczy zmienić rok w pierwszym wersie, by móc szczycić się nowym utworem.

Po niespełna godzinie, występ dobiegł końca. Niestety mamy wrażenie, że z koncertu na koncert Kękę coraz szybciej schodzi ze sceny. Z racji tego, że Kękę bezzwłocznie po koncercie opuszczał klub, rozmowa z raperem i podpisanie płyt nie było możliwe. Również i bisy pojawiły się zanim jeszcze publiczność zdołała o nie poprosić.

 

Mimo, że długość występu nieco rozczarowała, pozostawiając spory niedosyt, koncert zaliczamy do bardzo udanych – Kękę jest niekwestionowanym mistrzem emocji i zarażania energią, której, mimo angażujących numerów, gdzie trzeba utrzymywać stałe, szybkie tempo, mu nie brakuje.

Polecamy także inne artykuły z naszego działu Kultura:

Świętowanie Dnia Kobiet z Happysad? Czemu nie! – relacja z koncertu zespołu w klubie Pod Palmą

Autor artykułu

Agnieszka Waliłko

Wszystkie wpisy autora