Dwa kluby z Mediolanu pozostają jednymi z najbardziej utytułowanych drużyn we Włoszech. Mimo tego, ich dyspozycja w ostatnich latach sprawiła, że zniknęły nieco z pierwszych stron gazet. W tym sezonie po raz pierwszy po długiej przerwie do Ligi Mistrzów wrócił Inter, a Milan nie ma zamiaru być gorszy – kupno Krzysztofa Piątka wiąże się z planami powrotu do elity w następnym sezonie. Dawno też nie czekano tak na Derby della Madonnina w Polsce, co wiązało się, rzecz jasna, z postacią wspomnianego już polskiego napastnika, dla którego miał to być najważniejszy test, pokazujący jak czuje się na największej piłkarskiej scenie.

 

Na boisku Inter od pierwszych minut dominował i starał się jak najszybciej zdobyć gola. Widać było, że na podopiecznych Spallettiego pozytywnie zadziałała krytyka, z którą musieli się mierzyć po odpadnięciu kolejno z Ligi Mistrzów i Ligi Europy. Wszystko to sprawiło, że do derbów Inter podchodził z pozycji underdoga, a faworytem prasa obwoływała będący na fali wznoszącej Milan. Nerazzurri objęli prowadzenie już w trzeciej minucie, gdy fatalną postawę linii defensywnej wykorzystał Vecino. Najpierw Rodriguez przegrał walkę na skrzydle z Perisiciem, później golkiper gospodarzy zaliczył pusty przelot, a ostatecznie włoskiego pomocnika nie zdołał ubiec Romagnoli. Aż do przerwy mogliśmy oglądać zdecydowaną przewagę Interu, jednak Vecino ani Skrinar nie skorzystali z mnożących się prezentów od defensywy Milanu.

W ekipie rossoneri najgroźniejszym zawodnikiem był nowoprzybyły Paqueta, ale poza dwiema niezłymi próbami, Brazylijczyk irytował stratami i wiecznym dublowaniem się z Calhanoglu.  Sprawiło to, że tuż po zmianie stron trener gospodarzy postanowił zdjąć Paquetę, a w jego miejsce wprowadził Castillejo. Mimo wszystko, była to dość dziwna decyzja, biorąc pod uwagę, że na drugim ze skrzydeł snuł się po boisku Suso. Nie zmieniło to wyraźnie obrazu gry na początku drugiej odsłony, Inter wciąż dominował i podobnie jak w pierwszej połowie, szybko zdobył gola. Po sprytnie rozegranym rzucie rożnym Skrinar wygrał pojedynek w powietrzu z Romagnolim i podwoił prowadzenie Interu. To nieco pobudziło zawodników Milanu.

W pięćdziesiątej siódmej minucie wydawało się, że podopieczni Gattuso wrócą do gry, gdy Calhanoglu świetnie odnalazł po rzucie wolnym Bakayoko, a Francuz wygrał fizyczną walkę z Gagliardinim i zdobył swą pierwszą bramkę dla rossoneri, ale zamiast wyrównania, gospodarze szybko otrzymali kolejny cios od lepszego tego dnia Interu. W sześćdziesiątej siódmej minucie Politano wybiegał już z pola karnego, gdy zahaczył go Castillejo. Był to głupi faul Hiszpana, za który arbiter musiał wskazać na jedenasty metr od bramki. Do piłki podszedł zastępujący Icardiego na pozycji środkowego napastnika Lautaro Martinez i spokojnym strzałem przywrócił dwubramkowe prowadzenie dla swojego zespołu.

 

Choć dosłownie kilka chwil później Musacchio wykorzystał chaos pod bramką Handanovicia i zmniejszył stratę do jednego gola, a w końcówce meczu swoje szanse mieli jeszcze Piątek, Castillejo i Rodriguez, derby Mediolanu skończyły się wiktorią Interu. W pełni zasłużoną, należy dodać. Obie ekipy zagrały na dobrym poziomie, ale nerazzurri byli konkretniejsi i pewniejsi w defensywie, potrafili też zminimalizować zagrożenie ze strony kluczowych graczy, czyli m.in. Piątka, który poza wspomnianą sytuacją w końcówce prawie nie powąchał piłki. Oznacza to, że Inter przeskakuje Milan w tabeli i zajmuje aktualnie trzecie miejsce w Serie A. Rossoneri znajdują się o jedną lokatę niżej ze stratą dwóch oczek do rywali zza miedzy, wydaje się jednak, że są duże szanse na zobaczenie w przyszłej edycji Ligi Mistrzów obu klubów z Mediolanu.

Statystyki:

Milan 2:3 Inter

55% – Posiadanie piłki – 45%

9 – Sytuacje bramkowe – 10

7 – Strzały na bramkę – 6

2 – Strzały niecelne – 4

12 – Rzuty wolne – 20

7 – Rzuty rożne – 4

1 – Spalone – 1

3 – Interwencje bramkarzy – 5

19 – Faule – 11

4 – Żółte kartki – 3

0 – Czerwone kartki – 0

Polecamy także inne artykuły z naszego działu Sport:

Własne boisko decydujące – podsumowanie rewanżowych spotkań 1/16 finału Ligi Europy, część pierwsza

Autor artykułu

Paweł Paczocha

Wszystkie wpisy autora