Niedzielne spotkanie w Londynie miało duże znaczenie w kontekście walki o miejsce gwarantujące grę w przyszłym sezonie w Lidze Mistrzów. Przed pierwszym gwizdkiem to Manchester United wyprzedzał Kanonierów o jeden punkt, a w dodatku podopieczni Solskjaera podchodzili do spotkania w lepszych nastrojach po środowym comebacku przeciwko PSG i ze świadomością, że pod wodzą Norwega nie przegrali jeszcze meczu w Premier League.

 

Arsenal natomiast w czwartek doznał kompromitującej porażki w Lidze Europy przeciwko Stade Rennes. Emery w niedzielę zdecydował się na ofensywną wyjściową jedenastkę, w której wystarczyło miejsca dla Oezila, Lacazette’a i Aubameyanga. Solskjaer, walczący z falą kontuzji nie miał większego wyboru przy desygnowaniu składu na tak ważny mecz, a na ławce pozostali jedynie tacy gracze, jak Bailly, McTominay, Pereira, Rojo, Romero i wracający po kontuzji Martial.

Mecz rozpoczął się od optycznej przewagi gospodarzy, ale to goście stworzyli pierwszą groźną sytuację. W dziewiątej minucie Luke Shaw pięknym dośrodkowaniem odnalazł w polu karnym Lukaku, a Belg bez problemu uciekł Monrealowi i huknął, ale jego strzał z najbliższej odległości odbił się jedynie od poprzeczki. Niewykorzystana sytuacja szybko zemściła się na podopiecznych Solskjaera, bo już chwilę później byliśmy świadkami pierwszego trafienia dla gospodarzy. Xhaka złożył się do uderzenia z dużej odległości, a futbolówka nabrała niesamowitej rotacji, całkowicie zdezorientowała De Geę i zatrzepotała w siatce. Choć wydaje się, że Hiszpan powinien zachować się lepiej, to duże znaczenie przy tym golu miał wiatr szalejący tego popołudnia w Londynie.

Od tej pory pierwsza połowa upłynęła pod znakiem dominacji Manchesteru United, jednak Rashford i Lukaku nie wykorzystali dwóch dogodnych sytuacji, a Fred po strzale z dystansu obił jedynie słupek. Po zmianie stron obraz meczu się nie zmienił – atakowali goście, a gospodarze zdobyli bramkę. Lukaku zdołał zepsuć kolejną stuprocentową sytuację, a Kanonierzy po pierwszym groźnym ataku stanęli przed idealną okazją do powiększenia przewagi. W sześćdziesiątej ósmej minucie Lacazette wpadł w pole karne i został zatrzymany przez Freda. Arbiter uznał, że kontakt był wystarczający do podyktowania jedenastki, którą na gola zamienił Aubameyang.

 

Druga utracona bramka podcięła skrzydła gościom, którzy w ciągu ostatnich dwudziestu minut zdołali już wykreować tylko jedną groźną sytuację, ale strzał głową Rashforda w doliczonym czasie gry bez problemów złapał Leno. Arsenal na osiem kolejek przed końcem wychodzi na prowadzenie w walce o top 4. Kanonierzy mogą się także cieszyć z korzystniejszego względem Manchesteru United terminarza, bowiem najgroźniejszymi rywalami, z jakimi będą musieli się zmierzyć wydają się gracze Wolverhampton i Evertonu, a Czerwonym Diabłom do tych rywali dojdą także znajomi zza miedzy dowodzeni przez Guardiolę, a także Chelsea. Na ten moment Arsenal ma przewagę dwóch oczek nad piątymi w tabeli podopiecznymi Solskjaera i tracą punkt do swych największych rywali, czyli Tottenhamu. Która z tych trzech drużyn straci miejsce w top 4 na koniec sezonu?

Arsenal 2:0 Manchester United

46% – Posiadanie piłki – 54%

14 – Sytuacje bramkowe – 14

3 – Strzały na bramkę – 4

7 – Strzały niecelne – 7

5 – Rzuty rożne – 2

5 – Spalone – 1

4 – Interwencje bramkarzy – 1

12 – Faule – 18

2 – Żółte kartki – 2

0 – Czerwone kartki – 0

Polecamy także inne artykuły z naszego działu Sport:

PSG i Roma bliżej ćwierćfinału – podsumowanie pierwszego dnia z fazą pucharową Ligi Mistrzów

Autor artykułu

Paweł Paczocha

Wszystkie wpisy autora