Pod koniec trzeciej części Avengersów, Nick Fury w ostatniej chwili zdołał zaalarmować ostateczną formę pomocy – wysłał pagerem wiadomość do Kapitan Marvel. Tylko, że wtedy nie wiedzieliśmy jeszcze, kim ona może być, skąd zna ją agent S.H.I.E.L.D. i – co najważniejsze – dlaczego nie wezwał jej wcześniej?

 

W najnowszym filmie Marvel Studios cofamy się w czasie do 1995 roku. Na Hali, planecie rasy Kree, którą fani studia znają choćby ze “Strażników Galaktyki” szkolona na idealnego żołnierza Vers walczy z amnezją. Nie pamięta nic poza ostatnimi sześcioma latami spędzonymi na treningach z elitarnym wojownikiem, Yon-Roggiem. W ramach postępu fabuły Vers ląduje na Ziemi i okazuje się, że ma z naszą planetą więcej wspólnego niż się spodziewa… Poza świetną kreacją Vers, graną przez Brie Larson, której uroda nie została przez twórców wykorzystana w niesmaczny sposób, sam film “kupił” mnie tym, co nurtowało mnie, odkąd oglądnąłem pierwszą produkcję spod szyldu Marvel Cinematic Universe, mianowicie – jaki był Nick Fury przed powołaniem do życia programu Avengers?

“Kapitan Marvel” przedstawia nie tylko ciekawą i nieoczywistą historię Vers, ale też czarnoskórego agenta, którego postać emanuje specyficznym humorem i jest idealnie kompatybilna z główną bohaterką. Najnowszy film z uniwersum Marvela jest zdecydowanie lepszy, niż spodziewałem się, widząc zwiastuny. Pokazuje na tyle silną – zarówno psychicznie, jak i patrząc pod kątem zdolności – kobiecą postać, by wierzyć, że jest ona zdolna pokonać Thanosa. Czy to uczyni? Tego dowiemy się już końcem kwietnia, ale prawdę mówiąc – nie mogę się już doczekać.

Polecamy także inne artykuły z naszego działu Film:

Już w marcu nowy serial Amazona z Joanną Kulig

Autor artykułu

Paweł Paczocha

Wszystkie wpisy autora